czwartek, 26 lutego 2015

2.

Stanąłem przed budynkiem liceum i zacząłem poważnie się zastanawiać, czy te wszystkie „studentki” z klubów nie uczęszczają właśnie tu. Zakrywały podobny procent ciała. Oczywiście, nie zamierzam uogólniać, jednak wstępne wrażenia są często kluczowe. Cholera, wieje. Ta jeansowa kurtka nic nie daje – tęsknię za bluzą. Ale Adili przecież byłoby zimniej.
Z zamyślenia wyrwał mnie jakiś mężczyzna.
-Pan Koeu? – zapytał grzecznie. Przynajmniej grono pedagogiczne w porządku – pewnie tylko oni będą słuchać, co mam do przekazania.
-Tak. Sprzęt już przyjechał?
-W rzeczy samej. Tylko wie pan, proszę się nie przerazić poziomem zainteresowania młodzieży. Mamy nadzieję, że taki nowoczesny zawód jak DJ ich zainteresuje… - też na to liczyłem, chociaż i tak wypłacą mi kwotę wystarczającą do przeżycia. Zresztą, najmniej nie zarabiam.
-Oczywiście, rozumiem.
-W takim razie witam w naszym liceum! – zaśmiał się i poprowadził do wejścia.
Ściany były do połowy pomalowane kremową farbą, reszta pozostawała biała. Przed klasami stały ławki. Zaskoczyły mnie trochę szafki w kolorze grafitowym. Szedłem dalej za mężczyzną, prowadzącym mnie zapewne na aulę. Po drodze naliczyłem pięć dziewcząt ubranych zdecydowanie zbyt skąpo, tyle samo osobników niezidentyfikowanej płci oraz trzy pary najwyraźniej głodzone od tygodni, ponieważ pożerały się nawzajem, najczęściej ciężarem ciał obarczając Bogu ducha winne szafki.
Po chwili byliśmy już na miejscu. Zacząłem stroić gitarę, sprawdzać keyboard i miksery. Wokoło zebrało się grono gapiów – pewnie są wdzięczni, że przepada im jakaś lekcja. Zacząłem grać jedną z prostszych melodii na gitarze, by sprawdzić brzmienie. Akustyczna, choć tyle – nie trzeba targać wzmacniacza, wystarczy mikrofon. Nagle jakaś kobieta stanęła nade mną i zaczęła się drzeć, bo krzyczeć to za mało powiedziane.
-Młody człowieku! Co ty sobie wyobrażasz! Jeszcze popsujesz! Która klasa, co?! Mówiłam, nie dotykać! – zgromadzenie uczniów rozstępowało się przed nią niczym morze przed Mojżeszem. Z takimi lepiej nie zadzierać, ale mimo wszystko, ja musiałem.
-Wie pani, przepraszam, ale chyba będę musiał nie egzekwować tego zakazu – moja wypowiedź wywołała niemałe poruszenie. Aha, chyba nie wiedziałem, z kim zadarłem.
-Do dyrektora!!! – wybuchła, po czym chciała pociągnąć mnie za kurtkę. Wstałem, a że nie dosięgała mi głową ramienia, odrobinę się odsunęła.
-Mam od niego zezwolenie. Mało tego, nawet mi za to płaci – kwestia wywołała na twarzy kobieciny ogromny rumieniec.
-Ach, ojej, przepraszam najmocniej, proszę pana… - tłumaczenia po paru minutach zaczęły mnie przerastać. Bo ci uczniowie to tacy niewychowani, taki sprzęt musi mnóstwo kosztować, jej dzieci by to interesowało, ona mi w sumie gratuluje… Ciekawie. Menopauza? Takie wahania nastrojów to chyba typowy objaw, prawda?
Dalsze oględziny sprzętu przebiegły bez zakłóceń. Wszystko było dobrze podłączone i sprawne – chyba licealni technicy dostaną premię. Uczniowie zaczęli się powoli schodzić. Kolejne klasy zajmowały krzesła. Parę osób podeszło nawet z prośbą o zdjęcie. Szczerze mówiąc, byłem w wielkim szoku. Nigdy nie chciałem stać się sławny, mieć górę pieniędzy i zero anonimowości. DJów nie zaczepiają na ulicy – to zawsze jakiś plus. Mało kto kojarzy jak wyglądam. Pewnie to nawet lepiej.
Znowu zapragnąłem mieć swoją bluzę, głównie z powodu napisu z tyłu – piękne, charakterystyczne „DJ Skalp”. Zaraz, jeśli Adila odgarnęła włosy… będzie ciekawie, nawet bardzo. Do czego doprowadza spontaniczność…
Moje obawy potwierdziła grupa rozchichotanych w najlepsze nastolatek. Dyskrecja nie była ich najmocniejszą stroną – pokazywały na mnie „ukradkiem” palcami i komentowały bieżące wydarzenia tak głośnym szeptem, że słyszałem każde słowo.
-No nie gadaj! Serio miała taki napis?
-Ogarniasz, że tak? Po niej się tego nie spodziewałam!
-Może podczas szybkiego ubierania pomyliła bluzy! – ku aprobacie dumne plotkary wybuchły gromkim śmiechem. Przestały już zupełnie zadawać sobie trud szeptania, stając się główną atrakcją wszystkich zgromadzonych.
-Haha, na pewno. Te kujonki szybko dorastają, co? Pewnie na kasę poleciała – zgodnie kiwnęły głowami. Chciałem tam podejść i dobitnie wytłumaczyć co sądzę o ich dopowiadaniu – swoją drogą bardzo ciekawych historii, ale powstrzymałem się. Udawaj, że nie słyszysz, Pascal. Może dowiesz się więcej o swoim jakże bogatym życiorysie.
-Tylko on za bardzo nie miał na co, chyba że łatwo dała, bo niedoświadczona – nie miałem siły dłużej słuchać rozmowy na poziomie podziemnych rurociągów. Sądząc po ich wyglądzie, dialog mógłby mówić o każdej z nich.
Zawołał mnie jednak inny nauczyciel, więc oddaliłem się od wspomnianej grupki. Poprosiłem jakiegoś chłopaka, który wyglądał na rozgarniętego, o popilnowanie instrumentów. Kto wie, do czego takie ameby są zdolne.
-Wie pan, jest taka sprawa… Dyrekcja wymyśliła sobie, że ma być występ wokalny. Uczennica, która będzie śpiewać, też jest w szoku i może byście uzgodnili, jak to wszystko ma wyglądać… Przy okazji, chodzi jakaś dziwnie przybita, może pan wybada, o co biega – dodał z dziwnym uśmiechem. Pewnie to zwykła uprzejmość, a ja jestem zbyt czujny.
-Dobrze, ale czemu informujecie mnie teraz? – byłem najzwyczajniej w świecie nieprzygotowany. Co prawda przezornie wziąłem odpowiednie urządzenie, ale przecież powinienem przeprowadzić z wokalistą – czy jak w tym wypadku, wokalistką – chociażby próbę, poznać głos, znać repertuar. Tymczasem przedstawiają mi obowiązek bez możliwości wykonania żadnej z tych koniecznych czynności. Potrafię pracować szybko, ale na pewno nie działa to na korzyść. 
-Wymysł dyrekcji, jak już mówiłem. Ponoć przyjechała telewizja czy coś takiego. Chcą, żeby ładniej wyglądało. To może w takim razie ja pana zaprowadzę do tej dziewczyny – zaintrygowała mnie jedna rzecz. Tej dziewczyny?
-Nie zna pan jej imienia?
-Nie można ode mnie wymagać pamiętania imion wszystkich uczniów – no tak, zapomniałem. Niemniej, wydawało mi się to niegrzeczne – musiał przecież z nią rozmawiać, zanim po mnie przyszedł.
Zaprowadził mnie do jednej z sal lekcyjnych – po stojącym tam pianinie stwierdziłem, że była to klasa muzyczna. Dobre i tyle – potrafiłem na nim zagrać, może zdążymy coś przećwiczyć. W żadnej ławce jednak nikogo nie było. Widząc moje zdziwienie, „przewodnik” wyjaśnił naprędce, że ów dziewczę w takim bądź razie musi siedzieć na zapleczu.
-Zostawię was samych – powiedział. Skinąłem głową na „dziękuję” i zamknąłem za nim drzwi. Faktycznie siedziała – a właściwie stała – na zapleczu. Wyglądała przez okno. Nieświadoma mojej obecności oparła się o parapet i ciężko westchnęła. Odgarnęła lokowane włosy z pleców. Wtedy mogłem scharakteryzować moją bluzę – ujrzałem znajomy napis. Naprawdę nie chciałem wystraszyć Adili, ale natura wzięła górę. Cicho podszedłem i zasłoniłem jej oczy dłońmi. Pisnęła, po czym z przerażeniem odwróciła głowę w moją stronę. Miała twarz mokrą od łez, a teraz dygotała ze strachu. Czy to przeze mnie? Boże, zawsze muszę wszystko spieprzyć.
-Pascal? Co ty... tu... robisz? - dukała, próbując złapać powietrze. Musiała długo płakać. Ludzie, jesteście ślepi?
-Widzisz, zaproszono mnie... do twojej szkoły. Nie wiedziałem, że uczęszczasz do liceum - naprawdę, byłem przekonany, iż jest starsza, a po prostu młodo wygląda. Ona i stereotypowa licealistka to dwie, zupełnie odległe typy osobowości.
Była naprawdę roztrzęsiona. Zaproponowałem więc, byśmy usiedli przy jednej z ławek.
-Rozumiem, że mam przyjemność z DJem Skalpem? - zapytała niepewnie. Znów była wycofana i onieśmielona.
-Przestań. Wiesz doskonale, dla ciebie jestem Pascal - objąłem ją ramieniem. Powoli przestawała się trząść. - Co się stało?
Wzięła głęboki oddech. Wiedziałem, że w liceum wszystkie problemy są kosmicznie poważne, ale tu nie chodziło o coś w stylu "chłopak mnie rzucił". Zresztą, zaprzeczyła istnieniu takowego.
-Charlotte.
-To ta dziewczyna, która była z tobą w klubie?
-Tak. Uważałam ją za przyjaciółkę, ale... Wczoraj widziała, jak wychodzimy razem z lokalu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale rozpuściła plotki o tym, że się puszczam - Boże, chroń mnie od takich ameb. Dziękuję.
-I myślisz, że ktoś im uwierzy? - na te słowa spojrzała mi głęboko w oczy. Miałem wrażenie, że właśnie mnie przeskanowała. Mimo wszystko, jej wzrok był pełen bólu. Może dziewczyny inaczej postrzegają pewne sprawy. Chociaż, jakby się zastanowić, licealiści lubią takie ploteczki.
-Nie obchodziłoby mnie to tak bardzo, gdyby jakieś młodsze dziunie trzymały swoje opinie dla siebie. Już przed szkołą musiały dowiedzieć się o tak "sensacyjnym newsie". Gdy dziś rano wysiadałam z samochodu wciąż mocno obrażonego taty - bo powrót w okolicach trzeciej naprawdę mógł go zmartwić - zaczęły krzyczeć bardzo miłe zdania. Do moich "ulubionych" należały między innymi: "Adilka, dziś też się pieprzysz ze swoim imigrantem?", "Kujonku, powtarzamy wczorajsze pląsy z baru? Tylko nie pij tyle wódki!" czy "Już wytrzeźwiałaś? A test ciążowy kupiłaś?". Mój rodziciel sprytnie połączył te wiadomości z wczorajszymi wydarzeniami i cóż. W jego oczach jestem teraz pijącą, puszczalską nastolatką. A jak dowie się mama... Pomyśli, że ją zawiodłam. Pascal, co ja robię nie tak?! Pewnie sam słyszałeś, jakie "elitka" stroi sobie ze mnie żarty.
Niestety, niemożliwe było zaprzeczenie z mojej strony. Wredne babska. Widok smutnej Adili naprawdę mnie przytłaczał. Nie chciałem, by była w takim stanie, a zupełnie brak było mi pomysłów, jak mogę jej pomóc. Wtedy zauważyła moją kurtkę. Szybko zdjęła bluzę i podała mi ją.
-Przepraszam, zupełnie zapomniałam ci to wczoraj oddać - szczerze mówiąc, nie potrzebowałem tego kawałka materiału. Więcej uczuć żywiłem do dziewczyny, która siedziała teraz z wyciągniętą reką.
-Zatrzymaj ją sobie. Tylko uważaj na napis z tyłu - tata może się zdenerwować jeszcze bardziej. Widzi na pewno, jaka jesteś i myślę, że skończy się co najwyżej na szczegółowym przesłuchaniu. Tak znaczące zmiany w osobowościach młodych dziewczyn nie zachodzą z dnia na dzień - uśmiechnęła się. Uff, chyba dodałem jej otuchy. Otarłem ostatnią, samotną łzę z policzka Adili. Szczerze mówiąc, w tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że chciałbym nazywać ją moją Adilą. Pianino przypomniało mi jednak o występie.
-Co masz śpiewać?
-Hijo de la Luna, z tą różnicą, że po francusku - zdziwił mnie ten dobór repertuaru. W odpowiedzi na moje pytające spojrzenie, wzruszyła charakterystycznie ramionami. Korzenie czy nie - po tym łatwo poznać Francuza. - Pewnie słyszałeś już dziś tę formułkę parę razy, ale muszę to powtórzyć - wymysł dyrekcji. Fani Mecano wszędzie.
-Możemy w takim razie zrobić próbę? Pianino mi wystarcza.
Zgodziła się, więc stwierdziłem, że wypadałoby przeprowadzić rozgrzewkę wokalną. Od pierwszych dźwięków zaintrygował mnie jej głos. Kiedy przeszliśmy zaś do właściwego utworu, mało brakowało, a popłakałbym się. Patrząc z perspektywy czasu, przestawałem poznawać siebie. Zmieniałem się - jednak na lepsze. Cholera, żeby tylko nikt nie powiedział jej o przeszłości...
-Adila... Skomentowałbym, ale brak mi słów - oczywiście w pozytywnym sensie... - spojrzała na mnie badawczo. Chyba za bardzo nie wierzyła w siebie.
-Pięknie grasz - skomentowała, przy okazji zmieniając temat. Moim zdaniem, lepiej brzmiałoby to na keyboardzie, jednak użyję go podczas ostatecznego występu.
-Dzięki. A ty śpiewasz. Założę się, że świetnie pisałabyś także teksty.
-O co? Bo chętnie się wzbogacę - na jej wypowiedź wybuchnąłem gromkim śmiechem. Zdobyłem się na chwilę odwagi, wstałem i podszedłem, by ją przytulić.
-O buziaka. Co ty na to?
-Nie jestem przekonana, panie Koeu - spojrzała mi z uśmiechem w oczy. Pocałowałem ją w czoło, wywołując niemałe zaskoczenie.
-Wiesz, demo. Takie przyzwyczajenie ze studia - szybko wymyśliłem usprawiedliwienie. Pascal, co ty robisz?! Na szczęście, wtuliła się we mnie, cały czas mając uśmiech na twarzy.
Staliśmy tak chwilę, korzystając z momentu. Usłyszałem jednak głos prowadzącego: "A za chwilę uczennica naszego liceum, Adila Sedraïa, zaśpiewa "Hijo de la Luna" w wersji francuskiej!".
-Pora iść. - oznajmiłem, po czym złapałem jej dłoń, tak samo, jak dzień wcześniej. Przeciskaliśmy się przez tłum razem, ku zdumieniu uczniów. Przyszedł mi do głowy pomysł, którym mogłem rozśmieszyć to specyficzne towarzystwo. Zwróciłem się do Adili.
-Złap mnie za ramiona - posłusznie wykonała polecenie, a ja kontynuowałem torowanie drogi. - Hej, ludu, przepuśćcie TLK!
Natychmiast spoczął na nas zdumiony wzrok nauczycieli. My jednak pokładaliśmy się ze śmiechu, jak zresztą i licealiści. Przy scenie siedziała klasa niedorozwiniętych ameb, które miałem już przyjemność poznać. Zaproszono nas gestem na podest.
Zająłem miejsce za keyboardem, który naprawdę był o wiele lepszą opcją. Kiedy jeden z nauczycieli dał mi znak, zacząłem grać. Bawiłem się odrobinę wokalem, ale nic specjalnego - głównie głośność i pogłos. Uwielbiałem jej głos. Wydawał mi się taki... lotny, wędrujący do każdego z osobna. Mało kto śpiewając potrafi wyrażać tak prawdziwie emocje. Kiedy rozległy się gromkie brawa, posłała mi ukradkiem spojrzenie. Odpowiedziałem uśmiechem.
"Warto byłoby zapoznać ją ze studiem - może być dobra w tworzeniu muzyki".
Nie miewam instynktu, a jednak. Kiedyś musiał się ujawnić. Czas na rozmyślania zabrała mi jedna z przemiłych dziewcząt - wtargnęła na scenę i... skrępowała czymś Adili ręce? Wszyscy byli w głębokim szoku. Przeszła z nią parę kroków, po czym na skraju podwyższenia popchnęła. Rzuciłem się, by złapać biedaczkę - nie do końca wiem jak, ale misję zakończyłem powodzeniem. Trzymałem ją teraz sparaliżowaną strachem w ramionach. Zrobiło mi się żal tej biednej dziewczyny. Uśmiechnąłem się i potarłem parę razy o jej nos swoim.
Tę jakże ciekawą, z lekka romantyczną scenę obserwowało z zapartym tchem całe liceum oraz ekipa telewizyjna. Zdecydowałem się skorzystać z bycia w centrum uwagi. Zaprowadziłem obiekt mych westchnień na krzesło i podałem jej jedną z paru butelek wody, jakie nosiłem. Wziąłem w rękę leżący nieopodal mikrofon. Wahałem się chwilę, jednak ostatecznie stanąłem na scenie.
-Jesteś z siebie dumna?! Wszyscy jesteście?! Większość z was w ogóle nie nadaje się do mojego zawodu, a wiecie dlaczego? Bo do tego trzeba odczuwać muzykę, a wy nie potraficie zrozumieć istnienia nawet czegoś tak prostego jak szacunek! Nie wspomnę o bardziej złożonych emocjach. Jeśli myślicie, że przyssawki na szkolnych korytarzach to miłość, jesteście w błędzie! Uważacie się za lojalnych i oddanych? Nic bardziej mylnego, bo kto obrabia znajomym tyłki? Nie jesteście gotowi na naukę życia, bo brak wam dobrego wychowania i zahamowań! Jesteście dumni, wywołując łzy? Szczęśliwi, niszcząc szczęście innym? - korzystając z osłupienia publiki, ze spokojem podszedłem do jednego z urządzeń. - A to nazywa się Andromeda...
Nikt nie słuchał mojego pseudotechnicznego "bełkotu", jak nazywali to postronni. Zresztą, sam myślałem momentami, o czym właściwie mówię. Zerkałem co chwilę w kierunku ciemnowłosej osobliwości. Podszedł do niej ten sam nauczyciel, który pokazał mi klasę muzyczną. Ciekawe czy przypomniał sobie jej imię? Zapytał ją o coś, byłem tego pewien. W odpowiedzi pokiwała przecząco głową. Czego chciał?
-Tu mamy, jak zresztą sami widzicie, keyboard. Ktoś na nim gra? - po pół godzinie delikatnie nieświadomej paplaniny zszedłem ze sceny i od razu zawędrowałem do krzesła obok Adili.
-O co pytał cię ten facet? - nie ma to jak przejść od razu do sedna. Spojrzała na mnie ukradniem, po czym niepewnie opuściła głowę. Siedziała teraz z założonymi rękoma. Oho, mechanizm obronny.
-Koniecznie chciał wiedzieć, czy jesteśmy razem.
No bez żartów. Nawet nauczyciele wierzą plotkom? Chociaż, swoją drogą, pod sceną wyglądaliśmy niczym para.
-A jesteśmy? - nadal patrząc w dół, zmarszczyła brwi. Ciężko wypuściła powietrze. Zaprzeczyła głową, tak jak jemu. Postanowiłem iść za ciosem. - Chciałabyś, żebyśmy byli?
-Nie wiem Pascal, rozumiesz? Nie wiem! Jesteś jedyną osobą, która - takie przynajmniej odniosłam wrażenie - naprawdę mnie rozumie, ale... Znam cię dwa dni, a już szkoła huczy od plotek. Zresztą, w domu także nie najlepiej. Przepraszam, ale... naprawdę... daj mi czas... - zawstydziła mnie. Zachowałem się doprawdy głupio. Wstałem i zostawiłem ją w osłupieniu.
Chciałem poszukać gabinetu dyrektora, jednak właśnie ta osoba zagrodziła mi drogę.
-Panie Koeu, to wystąpienie...
-Wiem, poniosło mnie.
-Nie, nie. Ktoś wreszcie musiał przemówić im do rozsądku - na te słowa odetchnąłem z ulgą.
-No, ja trochę w tej sprawie... Adila... To znaczy panna Sedraïa jest dość wystraszona, mógłby pan ją zwolnić z reszty zajęć? Mogę jej zapewnić transport.
-Dobrze, w sumie tak będzie nawet lepiej
 - podziękowałem mu serdecznie i pognałem za prowizoryczne kulisy.
Płakała. Tym razem nie miałem wątpliwości, że przeze mnie. Oddaliłem się przed chwilą bez wyjaśnienia - musiała to źle odebrać. Przykucnąłem przed nią i odciągnąłem jej dłonie od zapłakanej twarzy.
-Przepraszam, nie tak miało wyjść. Szukałem tylko decyzyjnej osoby - patrzyła na mnie zdezorientowana. Chyba byłem powodem jej największych ostatnio konfliktów wewnętrznych.
-Po co - nie wiedziałem czy to pytanie, czy też stwierdzenie, za którym kryło się "Odejdź, idioto". Pascal, mistrz relacji damsko-męskich.
-Zwolnił cię do domu, chodź - spojrzała na mnie z wyrzutem tymi pięknymi, czarnymi oczami. Pierwszy raz pomyślałem tak o dziewczynie - wcześniej, przyznam szczerze, interesowały mnie głównie atrybuty ważne dla większości - chyba każdy domyśli się jakie. To było jednak zanim ją poznałem.
Wstałem, a ona za mną. Ktoś podał jej chusteczkę - wytarła twarz i wysmarkała nos. Szła niepewnie, co jakiś czas rzucając mi ukradkiem spojrzenia. Ja byłem jednak bardziej niedyskretny - bezceremonialnie się na nią gapiłem. Po chwili siedzieliśmy już w aucie.
-Nie zawieziesz mnie do domu, prawda?
-Nie - potwierdziłem, ale chyba trochę ją tym przeraziłem. Brawo geniuszu. - Chciałem ci pokazać studio.
-Studio? Nagraniowie?
-Taaak, właśnie takie! - naigrywałem się z niej. - Zgadzasz się?
-Owszem.
Nie było daleko, jednak korki robiły swoje. Gdzie ludzie jadą o tej porze? Podróż z 10 minut wydłużyła się do pół godziny. Adila zamknęła oczy, zapewne z powodu słuchania radia.
-Wstawaj, dojechaliśmy - oznajmiłem z uśmiechem. Leniwie wysiadła. Mnie zresztą też nie było śpieszno. Szybko pokonaliśmy schody, pomimo ich dosyć dużej ilości. Otworzyłem drzwi.
-Witam w mojej codzienności.
-Prezentuje się obiecująco.
Dopiero teraz zacząłem z pasją objaśniać, co do czego służy. Wydawało mi się, że naprawdę słucha. Oprowadziłem ją więc pokrótce po całym studiu, jednak ona zajęła miejsce na białej, skórzanej kanapie. Przeszedłem w drugi koniec studia, do lodówki.
-Wody czy Nestea?
-Nestea poproszę.
-Zielona może być?
-Jasne.
-Zatem łap! - rzuciłem, jednak butelka spadła na jeden z czarnych, także skórzanych foteli, ustawionych przy kanapie. Zachichotała.
-Celność to chyba nie twoja mocna strona.
-W przyciski jeszcze trafiam - wybuchnęliśmy śmiechem. W jej towarzystwie czułem się naprawdę swobodnie. Ciekawe uczucie.
Już sięgnałem po piwo, kiedy pomyślałem, że mogę ją tym zrazić. W samą porę. Wyciągnąłem więc drugą butelkę pseudoherbaty.
-Chciałabyś zobaczyć kabinę nagrań?
-Jasne! - poderwała się momentalnie. Zaprowadziłem ją tam, ale nie było co objaśniać. Oglądała pomieszczenie z uznaniem. Wyglądała uroczo w tej cukierkowej koszuli i mojej - a teraz właściwie jej - bluzie. Nie wytrzymałem.
-Adi... - podszedłem do niej bliżej - Chcę, żebyś wiedziała, że coś do ciebie czuję.
-Co konkretnie? - zapytała z przekornym uśmiechem. Przycisnąłem ją do ściany i pocałowałem w usta. Odwzajemniła mój ruch. Odsunąłem się, po czym uśmiechnąłem.
-To - zawstydzona wygląda uroczo i nieporadnie. Zaraz, zamknąłem auto?
-Zaczekaj chwilę, muszę coś sprawdzić. - na szybko włączyłem laptopa i uruchomiłem jedną z playlist. Yann Tiersen. Pewnie zna. Powinna lubić.
Zbiegłem szybko po schodach. Oczywiście mój samochód stał otwarty.
"Kiedyś to cię zgubi. Ogarnij się."
Sprawdziłem w komórce godzinę. Aha, już dwie godziny temu kończyła lekcje. Wróciłem do góry, zastanawiając się, co z tym zrobić. Gdy wszedłem, kanapa była pusta. Ruszyłem więc tam, gdzie zostawiłem Adilę. Ku mojemu zdziwieniu, słodko spała na podłodze. Chwyciłem pierwszą lepszą poduszkę i położyłem jej pod głowę. W jednym z foteli znalazłem koc - studio nie należało do najcieplejszych, musiałem ją więc czymś okryć. Pewnie lepszym wyjściem wydawałoby się przeniesienie dziewczyny na kanapę, jednak nie chciałem jej budzić. W kieszeni bluzy znalazłem telefon.

"SMS do: Mama
Jestem u koleżanki, wrócę za godzinę czy dwie. Nie martwcie się :)"

Obowiązek spełniony. Wyśpij się, Adilko. To były dwa dni pełne wrażeń.

***

Do pubu wszedł On. Jeamsowa koszula, białe spodnie i charakterystyczne Ray Bany.
-Amen!
-Siema stary! Mogę wiedzieć co się stało? Zwykle ja inicjuję wyjścia, a z naszej rozmowy wywnioskowałem, że masz problem. Barman! Dwa piwa, s'il vous plaît.
-Wiesz, w sumie to możesz nie zrozumieć - w jednej chwili opuściła mnie odwaga. Ten czarnoskóry macho był co prawda moim najlepszym kumplem, ale znał moją... ciemniejszą stronę. Nie sądzę, by uwierzył w tę całą "przemianę". Tyle, że sam ją dostrzegam.
-Pascal, zaczynasz gadać jak baba. Chyba muszę się przygotować do tej wymiany zdań - powiedział, po czym wypił pół kufla. Ja pozostawałem na razie przy mniejszej ilości - musiałem się wygadać, ale nie upić. Szczególnie w takiej sytuacji. - A może poznałeś jakąś, co? Znowu gorąca Francuzka? Czyżby także z klubu? - wyraźnie sobie ze mnie drwił. Wybacz, trafiłeś na nieodpowiedni nastrój.
-Poznałem laskę, okej - na tę nowinę aż zagwizdał. - A teraz słuchaj uważnie. Nie chodzi do klubów, tylko uczy się w liceum. Woli gadać o muzyce niż testować żywotność materaca. Rozumie mnie jak nikt inny. No i ma piękny głos...
Amen patrzył na mnie, jak gdybym był idiotą. Przypominał bardzo zdziwioną emotikonkę.
-Gościu, mówisz... poważnie? Ty poznałeś normalną lasencję? A cycki ma duże?
-Oczy na pewno. Przynajmniej, jak się w coś wpatruje.
-Facet, co z tobą? No nie gadaj, że Skalp Łowca Panienek się poważnie zakochał!
-Właśnie dlatego tu siedzę, stary. Jestem zakochany.
Nastąpiła chwila konsternacji.
-Spałeś z nią?
-Spała u mnie w studio. Przysnęło jej się. Nic poza tym.
-Pascal, cieszę się razem z tobą, ale... - tu wziął głęboki oddech. Klękajcie narody, oto nadszedł czas na kazanie Wielkiego Brata Amena. Trafne imię, swoją drogą. - Wiesz, jak zdradzałeś poprzednie dziewczyny. Umiesz je w ogóle wszystkie policzyć? - spuściłem wzrok. Nie, nie umiałem. Najwyższa pora na zmiany. Dla siebie i Adili. - Ja się boję o tę dziewczynę, bo z tego co mówisz, to jest sympatyczna. Stary, nawet nie wiesz, jak bardzo możesz ją zranić. Pamiętasz jej imię?
-Adila. Adila Sedraïa.
-Jestem w szoku. Nawet nazwisko!
-Nie żartuj sobie, okej?
-Dobra, dobra. Po prostu znam cię już za długo by uwierzyć, że twoja zmiana nie jest tymczasowa. Odpuść sobie ją. Dla jej dobra.
Naprawdę taką wyrobiłem sobie opinię? Zboczony kobieciarz bez uczuć? Co ja najlepszego narobiłem... Nie mogę dalej żyć w ten sposób. Kocham ją. Naprawdę. Nie wierzyłem w jakąkolwiek miłość, a co dopiero taką od pierwszego wejrzenia. Czuję jednak, jak gdyby ktoś uzupełnił moje braki i przykrył wady pozytywnymi cechami. Adila - moja wymarzona druga połowa.
Czułem się naprawdę dziwnie. Odszedłem od baru, zostawiając kufel opróżniony nawet nie do połowy. Amen szedł za mną chwilę.
-Miłość to nie gra, Amen. Nie gra się uczuciami. A to właśnie zrobię, jeśli sobie odpuszczę. Bez twojego wsparcia też sobie poradzę. Poradzimy - trzasnąłem drzwiami pubu. Ciekawe, co teraz robi... moja ukochana? To naprawdę brzmi dziwnie. Ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłem się i spostrzegłem jedną ze swoich byłych.
-Cześć Skalpuś, co powiesz na szybkie urozmaicenie wieczorku w samochodzie?
-Na Boga, nie! Dajcie mi wszyscy spokój!  - krzyknąłem. Straciłem nad sobą panowanie. Zmienię się, bo taką czuję wewnetrzną potrzebę. Zerwę wreszcie z tą cholerną przeszłością. Mam dosyć. Pora na poważne, prawdziwe życie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz