wtorek, 3 marca 2015

4.

Spojrzałem na nią z uśmiechem. Ten telefon w okolicach trzeciej był doprawdy szalony. Szczerze mówiąc, bardzo się wystraszyłem widząc ją nieprzytomną z ogromnym siniakiem obejmującym prawą połowę twarzy. Musiała być dziś rano dość zdziwiona. Zresztą, jeszcze nie wyszła z szoku. Siedziała dziwnie spięta. Dotknąłem jej ramienia.
-Adila, coś nie tak? - zapytałem. Jej spojrzenie odnotowałem przez okrągły ułamek sekundy. Coś było na rzeczy. Ach, te wymowne kobiety.
-Nie, tylko... - zaczęła, zwijając róg kołdry w kłębek. Wzięła głęboki oddech, po czym wreszcie odwróciła głowę ku mojej. - Ja... nic nie pamiętam. Upadam, a rano po prostu budzę się u ciebie w łóżku.
-Jak widać, masz dobrze rozwiniętą zdolność teleportacji - zaśmiałem się, jednak ona usilnie patrzyła na łóżko. Położyłem dłoń na jej nienaruszonym policzku. Gdy na mnie spojrzała, miała w oczach łzy. Jest taka młoda, nie radzi sobie. Zapewne dlatego poszła do tego klubu. Otworzyła usta by coś powiedzieć, jednak jej przerwałem. Chyba wiedziałem, jak brzmiałoby następne pytanie.
-Zapewniam cię, głuptasku, że tę noc spędziłem grzecznie na kanapie - zawstydziła się, jednak odetchnęła z ulgą. Nawet mnie nie podejrzewaj.
-Przepraszam za kłopot - powiedziała szeptem. Ewidentnie było jej głupio, ale co bardziej dociekliwi sąsiedzi przynajmniej mieli okazję do plotek. Ten Pascal to taki zły, dziewczęta omdlałe po nocach zwozi. Coś czuję, że długo nie dostanę zaproszenia na sąsiedzką kawę.
-Ty nigdy nie będziesz moim problemem, Adi - odpowiedziałem po krótkiej chwili i przytuliłem ją. - Jesteś naprawdę lekka - teraz już nie mogła powstrzymać śmiechu.
-Szybciej podejrzewałabym cię o kartę stałego klienta siłowni - złapała mnie za biceps. Była doprawdy urocza.
-Pomagałem tacie w pracy.
-Och, a czym się zajmuje? - zapytała z zaciekawieniem. Jeśli czekasz na superhiperważną posadę, rozczaruję cię.
-Jest robotnikiem. Uczciwie zarabia ciężką pracą. Oczywiście teraz wysyłam rodzicom pieniądze, ale... nie zawsze mam dobre miesiące, rozumiesz - przytaknęła. Na jej twarzy malowało się jednak zdziwienie.
-Spodziewałeś się, że to ty będziesz dawał finanse rodzicom, a nie na odwrót?
-Oni podarowali mi ten dom, więc uważam to za słuszne.
-Muszą być mili - powiedziała z uśmiechem, jednak mina jej zrzedła. Mnie zresztą też.
-Twoi raczej nie będą zadowoleni. To moja wina, powiniem od razu podrzucić cię do domu - stwierdziłem. Sytuacja była trudna, bo żadne z wyjść nie dawało pełnej satysfakcji.
-Nieprzytomną, z ogromnym siniakiem i aromatem alkoholu? Obudziłabym się w szkole z internatem. Najpewniej indyjskiej - uniosła brwi. Tak, dzisiejszy dzień zapowiada się bardzo ciekawie.
-Zatrudniłbym się tam - powiedziałem, całując ją w czoło. - Jesteś głodna? Już jedenasta.
-Zjadłabym croissanta - wstała, po czym lekko się zachwiała. Musi iść potem do lekarza - spotkania z betonem rzadko bywają dobre w skutkach.
-To dobrze, bo aktualnie są jedynym produktem na stanie - podszedłem, by jej pomóc. - Chcesz kawę czy herbatę?
-Ja zrobię... - powiedziała niepewnie. Miała rozbiegany wzrok, widać było, że czuje się niespecjalnie. Płynnym ruchem wziąłem ją zatem na ręce i zacząłem nieść do kuchni.
-Ej! - zachichotała.
-Przykro mi, ale ta podłoga to importowane drewno i boję się, że kolejnym upadkiem mogłabyś spowodować uszkodzenia.
-Kafelki w kuchni też masz importowane? - patrzyła się na mnie z błyskiem w oku. Ta sytuacja była zabawna.
-Nie, tylko robione na zamówienie - zaśmiałem się i posadziłem ją na krześle. Podsunąłem Adili croissanta na talerzu, po czym zacząłem robić kawę.
-Po tym mnie nie uniesiesz - skomentowała czekoladową polewę wypieku.
-Przyjmuję wyzwanie! - krzyknąłem, ponieważ parujący i buczący ekspres zagłuszał mój głos.
-Masz może pomysł na wytłumaczenie się rodzicom? - zapytała zaniepokojona. Wzruszyłem ramionami jak najmniej lekceważąco.
-Nie mam. Słabo to wszystko się potoczyło, nie sądzisz? - kiwnęła głową na tak. Postawiłem na stole dwa kubki z kawą i usiadłem obok zamyślonej dziewczyny. - Chociaż mogłabyś się tak budzić częściej - w odpowiedzi usłyszałem cichy, perlisty śmiech.
-Nie miałabym nic przeciwko - rzuciła mi rozbawione spojrzenie. Westchnęła. - Boję się trochę konfrontacji z rodzicami. Będą bardzo źli.
-Nie wątpię. Też bym był - przewróciła oczami. Pogłaskałem ją po włosach, teraz swobodnie opadających na plecy. - Chcesz, żebym poszedł z tobą? - zapytałem, choć sam miałem duże wątpliwości z tym związane.
Wlepiła we mnie spojrzenie. Tak, dla tych czarnych oczu zgodzę się na wszystko.
-Naprawdę byś poszedł?
-Czemu nie. Może i przed gniewem cię nie osłonię tak bardzo, ale we dwójkę zawsze raźniej, prawda?
-Dziękuję - powiedziała i pierwszy raz sama mnie pocałowała. Pomimo tego, że właśnie wpadłem po uszy w merde, uśmiechałem się od ucha do ucha niczym kretyn.
-Jakie mam szanse na wyjście z tego cało? - zapytałem pół żartem, pół serio.
-Teoretycznie rzecz biorąc, nawet bardzo duże. Agresywny beton jest tylko w chodniku przed domem - wybuchnąłem śmiechem, ale wiedziałem, że to spotkanie dość znacząco zmieni nasz wesoły nastrój.
-Pojedziemy za chwilę autem, chyba że chcesz przez 17 km imitować ofiarę przemocy domowej.
-Nie będę narzekać na czterokołowe luksusy.
-Mam taką nadzieję - stwierdziłem, szukając kluczyków. Przy pierwszym podejściu włożenia ich do kieszeni, wypadły mi z ręki. Moje dłonie zsiniały - od kiedy Pascal Dyrektor się stresuje? I tak jej ojciec mnie znienawidzi, jeśli już to nie nastąpiło. Mama wydaje się być bardzo miłą kobietą.
Adila wzięła z wieszaka kurtkę i objęła mnie od tyłu.
-Idziemy? - zapytała zapinając zamek.
-Tak, już - otworzyłem drzwi. - Szykuj się na emocjonującą przygodę.
-Z agresywnym betonem i chorymi z niepokoju imigrantami w roli głównej. - chichotaliśmy.
Jechaliśmy w milczeniu. Osobiście musiałem przygotować się psychicznie na wizytę u jej rodziców w zaistniałej sytuacji. Siniak wcale nie zrobił się mniejszy, zbladł i zzieleniał tylko lekko, co zresztą uwidoczniło tylko zadrapania. Musiało naprawdę boleć.
Otworzyłem jej drzwi i złapałem za rękę. Naprawdę ogarnęły mnie wątpliwości, czy powinienem tam iść. Ona też zresztą kroczyła niepewnie.
-Spokojnie, jakoś to będzie - powiedziałem,  siląc się na uśmiech. Zachowajmy pozory. Spojrzała na mnie wzrokiem typu "nic nie wiesz". Wyciągnęła klucze i otworzyła drzwi. Zdążyła wciągnąć mnie do środka nim się rozmyśliłem. Nie bądź tchórzem, Pascal. W holu prawie wpadliśmy na kobietę, którą sklasyfikowałem jako jej babcię. Uśmiechnąłem się - wyglądała miło.
-Adi, dziecko, gdzieś ty była! Co się stało? Rodzice cali w strachu chodzą... - stałem grzecznie z boku. Adila rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie. Będę prezentowany, świetnie. Maszynka do mięsa gratis, tylko dzisiaj.
-Babciu, to jest Pascal... - zaczęła. Kobieta patrzyła na mnie podejrzliwie. - Teraz słuchaj, bo będziesz pewnie jedyną osobą, która nie będzie chciała mnie eksmitować po opowieści, gdzie byłam.
-Witam, miło mi poznać - wtrąciłem i uścisnąłem dłoń starszej pani.
-Chyba nie ty jej to zrobiłeś? - zapytała szeptem, wskazując na obitą połowę twarzy swojej wnuczki. Uniosłem brew. Wyglądam na kryminalistę? Nie ten kolor koszuli?
-Oczywiście, że nie - odpowiedziałem.
-Gdzie rodzice? - zapytała Adila. Trzęsła się delikatnie.
-W salonie. Aż dziwne, że jeszcze nie przyszli zobaczyć, kto przyszedł. Zatem - co ci się przytrafiło?
-Będzie to bardzo duży skrót. Poszłam do klubu, wypiłam parę drinków. Źle się poczułam, więc wyszłyśmy z Sandrą i na zewnątrz, ale zemdlałam, fundując mojej twarzy zacieśnianie więzów z betonem.
-A dalej?
-Przyjechał po mnie Pascal.
-Z tego nie będą raczej zadowoleni - fuknęła i machnęła ręką, zapraszając nas do salonu. Przytrzymałem jednak rękę Adili.
-Zanim tam pójdziemy, chciałbym coś wiedzieć na pewno - znów podejrzliwe spojrzenia. Ostatecznie jednak się uśmiechnęła.
-Cóż takiego jest tak ważne?
-Zostaniesz moją dziewczyną? - podniosłem ją lekko i pocałowałem. Odzwajemniła mój ruch.
-Rozumiem, że to znaczy tak? - zapytałem rozpromieniony. No Pascal, przechodzisz sam siebie. Brakuje ci tylko róży w zębach.
-Oczywiście. Szybko rozumujesz - zaśmiała się i ujęła moją dłoń. Tym razem ona musiała prowadzić.
Weszliśmy do salonu. Na grafitowej kanapie siedzieli jej rodzice. Cóż mogę powiedzieć, nie wyglądali na zadowolonych. Kiedy Adila podniosła głowę, zamarli. W sekundzie stałem się wrogiem numer jeden. Chyba pójdę do apteki po jakąś maść na tego jej sińca. Byli w takim szoku, że przez chwilę żadne z nas nie odważyło się poruszyć, a co dopiero odezwać. Ostatecznie jednak usiedliśmy na przylegających do siebie fotelach.
-Mamo, tato... To jest właśnie Pascal - posłała mi ukradkiem uśmiech - Mój chłopak. - jej ojciec wytrzeszczył oczy, a ja wyszczerzyłem zęby.
-Bardzo miło mi państwa poznać - powiedziałem, chcąc wywołać pozytywne wrażenie mimo siniaka na połowie twarzy Adili. Nie byłem w końcu za niego odpowiedzialny.
-Zatem, Pascal... - zaczął - Czym się właściwie zajmujesz?
-Jestem DJem, producentem, realizatorem dźwięku i kompozytorem - błagam, pytania zawodowe? Bardziej szablonowo się nie dało?
-Dziwne, że o tobie nie słyszałem  - powiedział z pogardą, jednak wyraźnie zaciekawiony. Obok odtwarzacza leżał krążek Scred Connexion. Cóż za ironia. Wskazałem go palcem - pobawmy się.
-Słucha pan tego?
-A dlaczego nie?
-Mógłbym wiedzieć, które utwory są pana ulubionymi?
-Wszystkie są świetne, ale chyba 2. i 6. - uśmiechnąłem się.
-Jestem akurat ich producentem - Adila i jej mama wyglądały teraz podobnie. Spięte, lekko pochylone do przodu oraz wyraźnie zdziwione. Mój rozmówca zaś aż zaniemówił. Postanowiłem wykorzystać jego osłupienie. - Dobrze mi się z nimi pracowało, ale wolę tworzenie soundtracku Taxi 3. Film wychodzi dopiero w przyszłym roku, jednak utwory chcą teraz.
-Od kiedy się znacie? - zapytała mama Adili, pewnie po to, by przerwać ciszę. Wiedziałem, że okrągłe cztery dni nie zrobią na nich wrażenia.
-Szczęśliwi czasu nie liczą - odparłem z uśmiechem, skrycie błagając o pominięcie tego tematu.
-To z nim byłaś wtedy na Champs-Elysees? - moja dziewczyna skinęła twierdząco głową. Uroczo to brzmi. Moja dziewczyna Adila.
Mężczyzna poprawił się na kanapie - czułem, że zaraz poruszymy temat wczorajszych wydarzeń. Mój odkryty niedawno instynkt nie zawiódł mnie.
-Może w takim razie dowiem się, gdzie i z kim wczoraj byłaś, moja panno?! Ewentualnie możesz jeszcze opowiedzieć, co on ci zrobił! - Adila wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć płaczem. Cóż robić?
-Mógłby pan na nią nie krzyczeć?
-Mógłbyś jej nie omamiać i nie zostawiać śladów na twarzy?!
-Tato, to nie on! Poszłam do klubu z koleżankami, przyznaję się, piłam! Rozumiesz?! Zemdlałam potem, trzaskając twarzą o beton! I to po Pascala miała zaufanie zadzwonić Sandra w środku nocy, a nie po ciebie! Zastanów się może, dlaczego... - ukryła twarz w dłoniach. Objąłem ją.
-Prosiłem pana.
-Zamknij mordę, zboczeńcu! Ile ty w ogóle masz lat?!
-Dwadzieścia trzy - odpowiedziałem, po czym pomogłem Adili wstać i ją przytuliłem -Przejdzie mu, zobaczysz. - szepnąłem jej do ucha.
Wtedy ktoś wszedł do mieszkania. Adila otarła łzy i pobiegła, by przytulić nowo przybyłą osobę. Twarze jej rodziców też się rozjaśniły. Byłem niezmiernie ciekawy, kim jest tajemniczy przybysz. Mówią, że to pierwszy stopień do piekła. Mają rację.
Rozpoznałem kasztanowe, falowane włosy i lekko żółtą cerę. Przybyszka przewyższała moją dziewczynę o pół głowy. Kiedy mnie zobaczyła, aż otworzyła ze zdumienia usta. Chętnie zrobiłbym to samo. Także przeszedłem do korytarza, by nie kłócić się znowu z panem domu.
-Pascal?
-Namina?
-Co ty tu... robisz? - zapytała zaniepokojona. Ścisnąłem mocno dłoń Adili. Merde. Wielkie merde.
-To jest moja siostra, ale... znacie się, prawda? - kolejne strachliwe pytanie.
-Tak. Nie - odpowiedzieliśmy z Naminą jednocześnie. Posłałem jej przyzwalające spojrzenie.
-Tak siostrzyczko, znamy się. Nawet dość dobrze - teraz moja brunetka wyglądała na naprawdę zagubioną.
-Skąd? - zapytała, najwidoczniej coś podejrzewając. Namina chciała się odezwać, ale spiorunowałem ją wzrokiem. Lepiej, żeby usłyszała to ode mnie. Mogę przytrzymać jej dłoń, by nie uciekła.
-Adi, jakby to powiedzieć... byliśmy parą rok temu. Przez trzy miesiące - stała się lejąca. Złapałem ją i przyciągnąłem do siebie. - Nie mdlej, proszę.
-Jeśli ją skrzywdzisz... - głos kasztanowłosej był srogi. Nie dziwię się - znała w końcu Pascala z wydania specjalnego pod hasłem "z lekka dupek i trochę bardziej kobieciarz".
-Nie zamierzam, Namino. Wierz mi lub nie, twój wybór. Ja ją po prostu kocham - na te słowa wybuchnęła śmiechem.
-Ty i miłość? Nie wierzę!
Pogłaskałem Adilę po włosach. Najpierw Amen, teraz siostra wygadują takie rzeczy.
-A powinnaś. Może tego nie widzisz, ale się zmieniłem. Musiałem po prostu trafić na odpowiednią osobę. Nie niszcz mi tego, Namina. Czemu wszyscy jesteście przeciwko mnie?
-Bo mamy powody - Adi, jak dobrze, że nie posiadasz charakteru podobnego do siostry.
-Mina, ja nie mam... - jednak mi ufa. Przytuliłem ją mocniej. Na niej jedynej naprawdę mi teraz zależało. - Chodź, Pascal. Myślę, że musimy chwilę pogadać - pokazała głową w stronę schodów. Domyśliłem się, że ma pokój na górze. Będę musiał gęsto się tłumaczyć. Ja też jednak chciałem dowiedzieć się, dlaczego widzę takie zmiany, jak chociażby kolczyk w nosie. Nie pasowało mi to do niej. Złapałem jej dłoń.
-Uważaj Skalpuś, bo łóżko mocno skrzypi - naigrywała się Namina.
-Nie ma sprawy, mogę USIĄŚĆ na krześle - specjalnie podkreśliłem to słowo, wywołując lekkie zdziwienie. Podeszła do nas.
-Przepraszam, Skalp. Tylko... naprawdę jej nie skrzywdź. To wspaniała dziewczyna.
-Wspaniała, bo moja. - powiedziałem, po czym weszliśmy na górę. Zgodnie z obietnicą, swoim ciężarem obarczyłem biurowe krzesło.
Ściany były beżowe, a na jednej z nich wisiały dwa zdjęcia. Jedno przedstawiało panoramę Indii, drugie ją na którymś z występów. Patrzyłem na podłogę, a dokładniej na puszysty, fioletowy dywan. Znowu odczuwałem strach. Kolejna trudna rozmowa. Odruchowo oparłem dłonie na ciemnym, drewnianym, masywnym biurku. Przytulny pokoik. Adila zajęła miejsce na łóżku. Nieznacznie się uśmiechnąłem, gdy zapewne nieświadomie tuliła misia. Oboje byliśmy zdenerwowani. Trudna sytuacja. Już chciałem coś powiedzieć, ale spojrzała mi prosto w oczy. Była załamana, jeszcze bardziej niż wtedy w szkole. Cierpiała milcząc. Brak było mi odwagi, żeby cokolwiek wykrztusić. Nie mam doświadczenia z miłością. Potrafię ranić, wiem to doskonale, a tego właśnie chciałem uniknąć. Powoli wstałem i usiadłem obok niej. Zaczęła drżeć. Wiedziałem, że za chwilę wybuchnie płaczem, dlatego ją objąłem.
-Pascal... dlaczego?  - zachlipała. Nosz cholera, czemu zawsze płaczą przeze mnie?! - Dlaczego mi to robisz? Najpierw przychodzi Amen i przekazuje mi wiadomość o szerokim gronie twoich byłych, a teraz dowiaduję się, że jest wśród nich moja siostra - zupełnie nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Byłem dupkiem. Brutalny fakt właśnie do mnie dotarł. Te wszystkie niby-randki, kobiety z klubów na jedną noc, zapijanie się... Co ja robiłem? Kim byłem? W jednej chwili zupełnie przestałem rozumieć swoje postępowanie. Teraz ja także potrzebowałem wsparcia.
-Adila, to... to jest przeszłość. Coś, do czego nie mam zamiaru wracać. Tylko błagam cię, uwierz mi. Chociaż ty, proszę. Potrzebuję tego - przytuliła mnie mocno, a ja nie wiedziałem, czy sam zaraz się nie rozkleję.
-Chcę tylko wiedzieć, dlaczego to robiłeś - miała głos pełen wyrozumiałości. Nigdy nie zwracałem na takie rzeczy uwagi. Wpatrywała się we mnie swoimi czarnymi oczami, oczekując wyjaśnień. Ja jednak chwilę milczałem, bo nie miałem pojęcia, jak odpowiedzieć. Czemu właściwie tak postępowałem?
-W sumie sam nie wiem... - zacząłem niepewnie, czekając na jej reakcję. Słuchała mnie uważnie. Miałem nadzieję, że postara się zrozumieć. - Jak wiesz, mój ojciec był i jest robotnikiem. Nie pochodzę z zamożnej rodziny, brak mi wyglądu typowego Francuza. W okresie szkolnym rzadko miałem wybitne oceny. Byłem zamkniętym w sobie nastolatkiem. Przez wątpliwą majętność wyśmiewano się ze mnie. Nie mogłem znaleźć zrozumienia wśród rówieśników - głównie wtedy odkryłem miłość do muzyki. Starałem się zbuntować i wyżyć w klubach. Pokazać swoją wyższość, wyrywając tłumy lasek. W tym natłoku sprzecznych emocji i odczuć nie było jednak miejsca na coś takiego jak miłość. Ostatnimi czasy przestałem tak dużo pić oraz łamać serca. Mimo wszystko, chcę znaleźć prawdziwego siebie. Czuję się dowartościowany, bo mnie chcesz. Po wizycie Amena i rozmowie z siostrą mimo wszystko pozwoliłaś mi zostać. Myślę, że dobrze wyszło. Znasz prawdę, a to chyba lepiej - westchnąłem ciężko. Potarła dłonią mój policzek, co mnie zdziwiło. Zdobyła się na uśmiech.
-Nie czujesz, że płaczesz, prawda? - cholera. Jestem mięczakiem z gównianą przeszłością i charakterem do zbudowania od nowa. - Hej, każdy ma prawo płakać. Nie zamierzam odchodzić, bo cię kocham. Pomimo tego, co było - złapała moją rękę. - Tylko wiesz, mamy mały kłopot - westchnęła z dezaprobatą. Wyjęła z ucha słuchawkę - dopiero teraz zauważyłem, że obok miała coś przypominającego elektroniczną niańkę. - Stwierdziłam, iż ciekawie będzie posłuchać, o czym rozprawiają na dole.
-I? - zapytałem. Znów zżerała mnie ciekawość.
-Mina, to znaczy Namina, potwierdza twoją wersję. Według niej też byłeś dupkiem i kobieciarzem.
-Rozumiem, że edukuje właśnie na mój temat twoich rodziców?
-Właśnie tak - wstała i wyjęła z szafy dużą torbę, chyba treningową. Zaczęła pakować tam ubrania i bieliznę. Nie rozumiałem za bardzo, po co. Poszła też do łazienki, by dołożyć kosmetyczkę. Pakunek był dość mocno wypchany. Gdy zapięła zamek, po jej policzku słynęła pojedyncza łza.
-Co robisz? - zapytałem, będąc w lekkim szoku. - Przy okazji - po co ci kolczyk w nosie?
-Każdy buntuje się inaczej. Tak wygląda bunt po indyjsku - nieznacznie uniosła kąciki ust. - A co do torby, to sam zapewne za chwilę zobaczysz. Chodźmy na dół - była wyraźnie przytłoczona.
Już schodząc schodami zaobserwowałem zatroskaną minę jej mamy i twarz ekstremalnie zezłoszczonego ojca. Stanęliśmy przed zgromadzeniem trzymając się za ręce. Serce waliło mi okropnie. Co się teraz wydarzy?
-Och, witam pana Miałem Pół Paryża! - znów mój ulubiony rozmówca. - Może załatwię to szybko. Ty kochanie spakuj się szybko, bo jedziesz do cioci w Delhi. A ty, zboczeńcu, wynoś się stąd jak najszybciej!  - miałem wrażenie, że nawet ściany zadrżały. Adila stała jednak zupełnie niewzruszona.
-Rozumiem, że nie zamierzasz dłużej mieszkać pod jednym dachem z tak nieposłuszną gówniarą jak ja. Mimo wszystko, Delhi sobie poczeka.
-Czy właśnie się sprzeciwiłaś?! - przerażona mama Adili przytrzymała furiata. Spojrzałem w bok - moja brunetka posłała porozumiewawcze spojrzenie Naminie, która - korzystając z zamieszania - już po chwili przyniosła wcześniej spakowaną torbę.
-Tak, dokładnie, tatusiu. To Francja, a nie Algieria czy Indie. Mam pełne prawo sprzeciwu, ale nie zamierzam - tak jak ty zresztą - mieszkać z kimś takim. Przepraszam mamo. Do widzenia - powiedziała bez zająknięcia, chwyciła torbę i pociągnęła mnie do wyjścia. Gdy dotarliśmy do auta, rzuciła bagaż na tylną kanapę, po czym z rezygnacją usiadła z przodu. Wsiadłem delikatnie zszokowany.
-Czy właśnie uciekłaś z domu?
-Nie, właśnie zostałam wyrzucona. Myślałeś, że żartuję, jeśli chodzi o indyjską szkołę? - posłałem jej współczujące spojrzenie. Nie chciałbym być w jej skórze.
-Czemu twoja mama w ogóle się nie sprzeciwia?
-Indyjskie kobiety są pozbawione praw. Poza tym, babcia darzy tatę sympatią, a to jej nie pomaga.
-Boże... mogę ci jakoś pomóc? - zadałem niedorzeczne pytanie. Możesz, idioto. To przecież oczywiste.
-Zawieź mnie do jakiegoś hotelu. Mam kartę kredytową, nie należę do najbiedniejszych, przynajmniej pod względem majątkowym - wydukała, zupełnie nie mogąc odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Miałem obowiązek to naprawić.
-Nie zostawię cię w hotelu. Pomieszkaj u mnie - śmiała propozycja, Pascal. Sam siebie zaskakuję. Spojrzała na mnie niepewnie. - Boisz się? - zapytałem zdezorientowany.
-Odrobinę...
-Zrobię zatem wszystko, żebyś się nie bała, dobrze? - spojrzała na mnie z wdzięcznością. Nie skrzywdzę cię, naprawdę. Jesteś zbyt wspaniała.
-Dobrze - wykrztusiła. Pocałowałem ją w geście zapewnienia. Jechaliśmy uśmiechnięci. No, Pascal, teraz przeszedłeś samego siebie. Przynajmniej dla odpowiedniej osoby.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz